WYWIADY

WYWIAD Z MAGDALENĄ BUKOWIEC- AUTORKĄ “REWOLUCJI”

Prezentujemy na łamach France and Style inspirujący wywiad z Magdaleną Bukowiec autorką “Rewolucji” wydanej przez Wydawnictwo MOC MEDIA.

Jakiś czas temu otrzymałam propozycję z Wydawnictwa MOC MEDIA, by France & Style objęło swoim patronatem debiut jednej z autorek. Książka miała dotyczyć problemu, z którym niejednokrotnie spotykali się artyści, a dziś spora część społeczeństwa.

Depresja, bo o niej mowa, jest niewątpliwie chorobą, która nie jest łatwa, częstokroć zostaje zbagatelizowana przez otoczenie. W obecnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się przez COVID, będzie to coraz poważniejszy kłopot nie tylko dla dorosłych, ale i dzieci. Dlatego z wielkim zaangażowaniem przeczytałam “Rewolucje” Magdaleny Bukowiec.

Młoda kobieta opisuje swoje zmagania z depresją i co najważniejsze odrodzenie z niej. Wszystko ujęte jest w bardzo dojrzałych wierszach, które czyta się niezwykle dobrze. Spodziewam się, że tomik tejże poezji będzie lekarstwem dla wielu.

Dziś z wielką przyjemnością prezentuję wywiad z autorką.

MAGDALENA BUKOWIEC

Przede wszystkim gratuluję wspaniałego debiutu.

Czy może Pani nam opowiedzieć o sobie? Rewolucja to Pani debiut – czym na co dzień zajmuje się Magdalena Bukowiec?

Na co dzień jestem koordynatorem ds. hurtu – obsługuję Operatorów hurtowych w branży telekomunikacyjnej. Praca zawodowa oczywiście nie wypełnia całego mojego życia. Oprócz tego każdą wolną chwilę poświęcam poznawaniu świata, zarówno fizycznie, poprzez różne wycieczki i podróże, ale też metafizycznie, czyli z dobrą książką, która przenosi mnie w inny wymiar, pozwalając poznawać inne czasy, kulturę, również te wyimaginowane.

Jaki był proces powstawania wierszy? Czy rzeczywiście pisała je Pani w czasie choroby czy dopiero po pewnym czasie?

Tak. Co prawda nie od początku, ale mniej więcej od momentu faktycznego uświadomienia sobie jej istnienia. Człowiek z takim problemem jak depresja czy nerwica, bardzo często zrzuca winę za swój stan na najróżniejsze czynniki, ale też na innych ludzi. Szukamy winy, a raczej powodu własnych problemów w swoim otoczeniu – tak nie da się ich rozwiązać. Trzeba do tego zaglądnąć w głąb siebie. Ja tak właśnie zrobiłam. Samopoznanie i dotarcie do samoakceptacji – wbrew modzie, stereotypom, konwenansom – to nie jest łatwy proces, towarzyszy mu mnóstwo emocji, które szukają ujścia i u mnie znalazły w „Rewolucji”.

Czy wcześniej wychodziły spod Pani pióra prace literackie, czy dopiero choroba wyzwoliła twórczy dar?

Zawsze byłam bardzo wrażliwa na sztukę i nie tylko, ale zawsze też miałam w sobie mnóstwo samokrytycyzmu. Na przestrzeni lat powstało kilka moich wierszy, próby opowiadań czy powieści. Niestety, wszystkie wylądowały w koszu. Być może nie miały wartości artystycznej, niemniej chętnie teraz bym do nich wróciła.

Poezja, a nie dziennik, dokument, eseistyka…

Był „pomysł” na dziennik. Zaczęłam spisywać własne emocje towarzyszące różnym, konkretnym sytuacjom, ale to chyba było zbyt drastyczne. Chyba jeszcze bardziej niezrozumiałe, bo w końcu jak można tak bardzo cierpieć w obecności ludzi, których się kocha? Jak można ich kochać, nie znosząc ich widoku? To tak skomplikowane emocje, że trudno ubrać je w dość oczywiste słowa…

Jest Pani bardzo młodą osobą, a poezja w Pani wykonaniu jest bardzo dojrzała. Skąd taki styl?

Trudno powiedzieć. Myślę, że to różne doświadczenia, z których przed chorobą nie zdawałam sobie sprawy, ukształtowały mnie w ten sposób. Do tego dość wysoka wrażliwość. Bardzo przeżywam różne sytuacje, nawet te, które nie dotyczą mnie bezpośrednio. Czasem miewam wrażenie, jakbym brała na siebie cały ból świata, co jest oczywistą przesadą, jednak bardzo dotyka mnie panująca niesprawiedliwość i całe otaczające nas cierpienie. Nie potrafię koło tego przejść obojętnie.

Która część rewolucji była dla Pani najtrudniejsza?

Myślę, że wbrew pozorom to poszukiwanie sensu. To była walka – za i przeciw odrodzeniu. Bycie w niebycie to po prostu stagnacja. Nie było mi dobrze, ale przynajmniej było spokojnie. Nic się nie działo, biernie przyjmowałam wszystko, co dał mi los, bez względu na to, czy tego chciałam, czy nie. Nie potrafiłam mówić „nie”. Zawsze byłam na tak, w skrajnych sytuacjach jedynie marudząc trochę pod nosem i wciąż robiąc to, co mi narzucano. Poszukiwanie sensu, mimo że nadal dotyka ciemnych stron życia, daje też pewną nadzieją. Skoro czegoś się poszukuje, to liczy się na to, że to coś istnieje, czyż nie?

Depresja jest chorobą coraz częstszą, atakuje niezależnie od wieku, płci, statusu – jak Pani udało się wyjść z tego stanu? Co pomagało i jak do tego przyczyniła się Pani twórczość?

Pomogli przede wszystkim odpowiedni ludzie spotkani w odpowiednim czasie. Czasem nie mogę się nadziwić, jak idealnie wszystko złożyło się w czasie i dzięki temu jestem teraz w zupełnie innym miejscu. W pewnym sensie jestem teraz innym człowiekiem, w końcu urodziłam się na nowo 🙂

Czym było Odrodzenie?

Odrodzenie to moje nowe ja. Moja metamorfoza, ale nie fizyczna. To nowy sposób myślenia, ukierunkowany na siebie, na szacunek do własnej osoby, oczywiście z poszanowaniem praw innych osób. Nowa ja pozwala sobie na więcej, na własne myślenie, własny styl, na to, by było mnie widać i słychać. Nie chodzi o to, by być w centrum uwagi, bo tego nadal nie lubię, ale chodzi o to, żeby nie bać się tego, co ma się do powiedzenia. W końcu co może się stać, nawet gdy powie się coś nie tak? Wystarczy się uśmiechnąć i iść dalej. Świat przepełnia wystarczająca liczba prawdziwych tragedii, żeby martwić się takimi drobnostkami.

Czy planuje Pani kolejny tomik poezji?

Jeszcze nie wiem. Przyznaję, że od momentu wydania Rewolucji powstało już kilka nowych wierszy, ale to czas pokaże, czy będzie im dane ujrzeć światło dzienne. Zresztą, to nie zależy tylko ode mnie… 🙂

Bardzo dziękuję za poświęcony czas

 Magdalena Leszner Skrzecz