BIBLIOTEKA MARZEŃ

POLKI NA MONTPARNASSIE SYLWII ZIENTEK

Teraz dopiero świat o nich usłyszał! Polki! Artystki! Sylwia Zientek odkrywa przed nami zapomniane POLKI NA MONTPARNASSIE

Choć domyślam się, że nikt nie życzyłby sobie spoilerów w recenzji, muszę zacząć od pytania, które przeczytałam na ostatniej stronie książki „Polki na Montparnassie” autorstwa Sylwii Zientek. Sądzę, że będzie się ono pojawiać w myślach Czytelników już od pierwszych stron lektury. Pytanie to brzmi następująco:

„Jaki jest sens w poświęcaniu życia sztuce?”

Ja zadałam je sobie aż osiem razy. Autorka prześledziła bowiem losy ośmiu artystek. Za każdym razem trudno mi było ubrać w słowa odpowiedź.

POLKI NA MOTPARNASSIE

Przyszły na świat w dziewiętnastym wieku, w epoce, w której miejsce kobiety było przy mężu, przy dzieciach, w domu. Na pewno nie przy sztalugach i nie na uczelniach. Kobiecie nie wolno było patrzeć na nagiego modela, nie mogły więc uczyć się o tym, jak namalować ludzkie ciało. Nie mogły namalować wnętrza kawiarni, bo nie przystoi panience wychodzić samej w takie miejsce.

Dziś w muzeach, w kolekcjach prywatnych, na strychach domów w różnych zakątkach Europy wiszą dzieła sztuki namalowane właśnie przez nie. Czyli jednak mogły? Uparły się. Chciały. To bohaterki nie tylko tej książki. To bohaterki. Po prostu.

Życiowy dramat

            Na samym początku publikacji zobaczymy imiona i nazwiska twórczyń wraz z krótkimi notami biograficznymi. Zostały wprowadzone w opowieść, niczym na scenę życiowego dramatu.

Dumnie wchodzą kolejno: Anna Bilińska-Bohdanowicz, Olga Boznańska, Maria Dulębianka, Alicja Halicka, Mela Muter, Aniela Pająkówna, Irena Reno, Zofia Stankiewiczówna , a za nimi już ze wstydem, wkracza zdziwienie Czytelnika, że o większości z tych kobiet nie słyszał.

Książka nie posiada spisu treści. Może to stanowić wadę, gdyż nie da się przeczytać w jeden wieczór i po dłużej przerwie od lektury, dość ciężko odnaleźć fragment, na którym skończyliśmy. Jednak warto przejrzeć go jeszcze raz, powracać do tych przerwanych momentów, notować i wpisywać dane hasło w wyszukiwarkę. Problem w tym, że niełatwo odnaleźć informacje o bohaterkach książki – mimo że ponoć wszystko jest w Internecie.

Książka jest naszpikowana wiedzą o nich, ale nie jest to praca naukowa. To coś więcej.

Tu niczego nie udowodniono, i nie stwierdzono. To zindywidualizowane pióro pisarki ukazało rozterki, niesprawiedliwość i upór z jakim przyszło się mierzyć kobietom, które zapragnęły stać się Artystkami. Choć pisarka bazuje na dokumentach i wielu źródłach, do których z trudem dotarła, za co można ją tylko podziwiać, nie przeczytamy tu suchych faktów, poprzedzonych niezliczoną ilością dat.

Kiedy autorka opisuje przyjazd Anny Bilińskiej Bohdanowicz do Paryża, wrażliwy odbiorca będzie w stanie usłyszeć krople deszczu, które odbijały się wtedy o dach dorożki. Być może taki styl nie każdemu przypadnie do gustu, jednak myślę, że to idealny sposób, by nieco ożywić zapomniane już postacie.

 Głos autorki jest tam mocno słyszalny – to głos pasjonatki, kolekcjonerki i wnikliwej badaczki o niezwykłej wrażliwości.

POLKI NA MOTPARNASSIE

Walka o Artystki trwa nadal

Uważam, że poświęcenie się dla sztuki ma sens, jeśli twórczość przetrwa i co najważniejsze – jeśli znajdą się osoby, które zechcą o tę twórczość zadbać i zawalczyć.  Poświęcenie artystek nabrało sensu właśnie teraz, gdy ukazała się ta publikacja.

Historia o nich ocalała. Ocaliła ją Sylwia Zientek.

Autorka przedstawiła pole walki, na którym te silne kobiety musiały zawalczyć o swoje marzenia i prawa.

Ona również walczy. Aby ich trud się opłacił, zaproponowała stworzenie wystawy.

Dziś polubiłam jej zdjęcie, na którym dumnie pozuje przed obrazem w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Wystawa Anny Bilińskiej Bohdanowicz właśnie miała swój wernisaż…  

Alicja Francikowska

POLKI NA MONTPARNASSIE

Sylwia Zientek

Wydawnictwo Agora 2021