BIBLIOTEKA MARZEŃ

EUROPA NA CZTERECH KÓŁKACH, CZYLI KSIĄŻKA KTÓRA WJECHAŁA MI NA AMBICJĘ.

Dzięki magazynowi France&Style, poczułam się jak prawdziwa influencerka. Po przekroczeniu granicy swego mieszkania (każdy ma taką granicę na jaką sobie zasłużył – byłam na wakacjach w Polsce) dostrzegłam nierozpakowaną przesyłkę i z wielkim entuzjazmem rzuciłam się, by ją rozpakować. Po przeczytaniu tytułu książki, która czekała w paczce, stwierdziłam szybko „e, to nie dla mnie”, bo przecież nie mam prawa jazdy. Europa na czterech kółkach. W drodze jak w domu, to zapewne pozycja dla ludzi mających prawo zasiąść na kółkiem, pomyślałam. Zazwyczaj dzieje się tak, że te książki, czy utwory muzyczne, które z jakiegoś powodu, w pierwszej chwili mnie odrzucają – a raczej to ja je odrzucam- później trafiają do mojego serca ze zdwojoną siłą. Przypomniało mi się, jak w wieku lat piętnastu, po przebytej rozmowie z wujkiem, pobiegłam kupić płytę, którą wujek tak zachwalał. Nosiła tytuł The dark side of the moon, jednak gdy zamknęłam się w swoim pokoju, by oddać się symfonii dźwięków, po prosu mocno się rozczarowałam, myśląc, że płyta jest zepsuta, bo zamiast muzyki usłyszałam irytujące budziki i jakieś dzwony. Później przepadałam na lata i stałam się wielką fanką zespołu Pink Floyd. Może tak będzie i tym razem?

Po chwili natknęłam się na kolejną kłodę w tej mojej podróży przez Europę.

Trzeba mieć kampera.

Po historii sztuki ledwo stać mnie na rower.

Zaczęłam jednak oglądać reklamy tych wspaniałych maszyn na miarę XXI wieku i wybrałam sobie pojazd Grand California 680 i nawet zaznaczyłam ołówkiem, że to nim pojadę na kolejną stronę. Cztery miejsca siedzące, to wezmę jeszcze męża i przyjaciół, najlepiej takich, którzy potrafią gotować, bo pojazd posiada także kuchnię, a nawet zlewozmywak.

Wizualizacja toalety wręcz mnie zmyliła, myślałam, że to jakieś dizajnerskie krzesło z blatem. Tymczasem to dobrze zaprojektowany sedes. Lubię to słowo, bo po łacinie oznacza siedzenie, a nawet siedzibę. Jednak teraz nie o tym.

Kiedy już zdecydowałam gdzie i z kim pojadę, dostrzegłam maleńką gwiazdkę i równie małe literki u dołu stronicy, które przyniosły pocieszenie: „Samochód ten nie jest jeszcze dostępny w sprzedaży na rynku polskim”. Uf, to dobrze. Mam zatem dużo czasu na zrobienie prawka i znalezienie porządnej pracy.

No to w drogę!

Podróż zaczynamy od spojrzenia na mapę Europy z zaznaczonymi różnymi kolorami trasami, które tylko czekają na to, aż się na nich znajdziemy. Powiem Wam drodzy Czytelnicy, że za sprawą tej książki byłam we wszystkich tych miejscach (a czy to ważne, że jedyną częścią ciała, która odbyła tę podróż życia był mój palec na mapie?) i musicie mi uwierzyć na słowo – było warto!

Zaczęłam od północy, czyli od fiordów. W Norwegii zatrzymałam się na jakieś piętnaście minut, choć książka przy każdym rozdziale sugeruje nam, ile czasu trzeba przeznaczyć, by się w taką podróż wybrać. Według trasy zaproponowanej przez autorów przewodnika, potrzebowałabym na to co najmniej czterech tygodni. W Oslo byłam kiedyś naprawdę, a to za sprawą miłości jaką darzę ekspresjonizm i wiadomo – Muncha. Musiałam zwiedzić muzeum poświęcone jego twórczości, jednak zdradzę Wam, że nie ma tam słynnego „Krzyku”. W Oslo krzyczałam dość często w sklepach, gdy za bochenek chleba i serek Philadelphia musiałam wydać jakąś stówkę. Chleb nigdy nie smakował tak dobrze, choć miałam wrażenie, że był ulepiony z gumy. Takich szczegółów w tej książce nie ma i to jest jej wada. O stolicy Norwegii przeczytamy dosłownie kilkanaście linijek, o Bergen, pięknym mieście z długą historią – dosłownie trzy zdania. To jest przewodnik w mikroskopijnej pigułce, którą można połknąć, gdy nie ma się za dużo czasu na zgłębianie wiedzy o danym miejscu. Kilka wybiórczych informacji i jedziemy dalej. Jednak, co istotne dla podróżnika z kamperem – zawsze przeczytamy o parkingach, na których możemy zostawić naszą maszynę. Spośród trzech proponowanych w przewodniku miejsc, wybrałbym parking Haukelidsaeter, bo dowiedziałam się z książki, że znajduje się on nad jeziorem Kjelavatn z fantastycznym widokiem na górzysty krajobraz południowej części Parku Narodowego Hardangervidda. No i się rozmarzyłam. Zostaję do środy.

Tylko przed podróżą, musiałbym kupić jeszcze dziesięć innych książek, by móc przeczytać o każdym tym miejscu z osobna. W końcu to aż cztery tygodnie!

Jedziemy dalej?

Zamiast narzekać na niewiele informacji na temat historii danego miejsca, lepiej skupić się na zaletach – przepięknych zdjęciach zamieszczonych w przewodniku! Są naprawdę zachwycające, aż chciałoby się zostawić książkę i wyruszyć w drogę! Te fotografie pobudzają apetyt zgłodniałej podróżniczki, która pandemiczny rok przesiedziała w mieszkaniu patrząc w szybę…laptopa! Serce aż rwie się ku przygodzie! Jak piękny jest świat! Pozwólcie, że szybko przejedziemy przez Finlandię, bo jest spokojną krainą z niezliczonymi jeziorami i niekończącymi się lasami, idealną dla podróżników szukających spokoju i odosobnienia, czyli nie dla mnie. Nie na teraz, ja potrzebuję ludzi, energii, kolorów! Jedźmy do Hiszpanii, albo najlepiej do Włoch, do Toskanii!

Otwieram przewodnik na stronie 312 i jest. Moja Florencja, moja ukochana Florencja, w której  studiowałam historię sztuki, o której napisano niezliczone ilości książek, przewodników i powieści, która od wieków inspirowała podróżników, myślicieli, uczonych, artystów, architektów, rzeźbiarzy, malarzy, pisarzy…. i co?

Tutaj narodził się renesans.

Skarby kultury przyciągają tłumy turystów.

Na Piazzale Michelangelo można sobie zobaczyć panoramę miasta.

Rzeka sobie płynie Arno.

Kilka zabytków, w Uffizi wisi Giotto i Botticelli.

Do ratusza też fajnie by było iść.

Można też do ogrodu Boboli.

A teraz czas na Fiesole!

Serio tylko tyle o mojej ukochanej Florencji?

A ktoś może do tego zdania podstawić, jak do wzoru swoje ulubione miasto i powiedzieć: „serio tylko tyle o moim ukochanym mieście X?”

Z takim nastawieniem daleko nie zajedziesz. Miało być bez narzekania! Ktoś na 384 stronach chciał opisać, jak zwiedzić całą Europę! Czego ty oczekujesz? Że zanalizuje ci Ostatnią Wieczerzę? Opisze plany wszystkich zamków nad Loarą? Wspomni kolejno o wszystkich obrazach wiszących w Luwrze? Nie taki jest przecież cel takiego przewodnika! Ty lepiej rób prawko i szykuj się w najlepszą podróż życia! Masz dwadzieścia cztery gotowe trasy, tylko siąść i jechać!

Zawsze możesz sobie ponarzekać i zostać w Krakowie. Przewodnik też to uwzględnił. Wiedziałaś, że przy ulicy Wioślarskiej 24a możesz zostawić swój pojazd? Kemping zwie się Adam, może poczujesz się jak w raju?

Ja to bym chciała raczej jak Łempicka, tak w Zielonym Bugatti.

Ale kamper Grand California też brzmi jakoś tak egzotycznie, ekskluzywnie.

Skoro w drodze, jak w domu, można też zaszyć się pod ciepłą kołderką, zrobić sobie herbatkę i podziwiać Europę i to nie na czterech kółkach,

a na czterech nóżkach

swojego łóżka.

Alicja Francikowska-Czechowska

Europa na czterech kółkach

Wydawnictwo PASCAL