PRAWDZIWA MIŁOŚNICZKA JĘZYKA FRANCUSKIEGO – WYWIAD Z MARTĄ BARGIEL ZAŁOŻYCIELKĄ PORTALU “PO FRANCUSKIEJ STRONIE”

Marta Bargiel – założycielka niezwykłego bloga o nauce języka francuskiego. Miłośniczka Francji i nauczania. Dziś prezentuję Wam wywiad, w którym przeczytacie o początkach internetowej działalności, planach na przyszłość i…

Kiedy narodziła się myśl o zgłębianiu filologii romańskiej?

Bardzo dobre pytanie, rozmyślam nad nim od dłuższej chwili i w zasadzie nie bardzo wiem jak na nie odpowiedzieć. Wersja romantyczna mogłaby być taka: już na pierwszej lekcji francuskiego. Wtedy jednak byłam chyba bardziej przejęta tym, że nie przydzielono nas – mnie i mojej przyjaciółki – do jednej klasy w gimnazjum, nad czym płakałyśmy zgodnie przez pierwszy miesiąc szkoły. Bliższa prawdy jest chyba wersja pragmatyczna: moja miłość do historii wyparowała wraz z wpisaniem jej na deklarację maturalną w zakresie rozszerzonym, pokochałam za to języki namiętnie i na dobre, co zaowocowało wysłaniem dokumentów na poznański Wydział Neofilologii. Gdy przyszedł list z uczelni, poczułam się uroczyście jak nigdy przedtem i od tamtej pory to uczucie chyba mnie nie opuszcza – filologia to przepiękne studia, na których odnalazłam się jak w domu.

Obserwując Pani blog, a w zasadzie będąc jego stałą fanką, mogę śmiało powiedzieć, że jest Pani stworzona do roli nauczyciela. Ma Pani niesamowite podejście do nauki, edukacji. Od zawsze wiedziała Pani, że właśnie taki profil działalności obierze Pani praca?

To bardzo miłe, dziękuję! Staram się, by to co pokazuję było przede wszystkim praktyczne i lekko podane. Cieszę się, gdy widzę i słyszę, że to podejście zyskuje sobie sympatyków. Trzeba Pani jednak wiedzieć, że, jak to wśród dzieci nauczycieli bywa, zwykłam zarzekać się, że nauczycielką to ja nie zostanę nigdy w życiu. Chciałam być tłumaczką, poetką, prawniczką, dziennikarką, felietonistką… Zostałam nauczycielką na tak zwanej własnej działalności, dzięki czemu prawie wszystkie wyżej wymienione zawody łączę w jeden, najwspanialszy! Takie podejście do mojego zawodu zawdzięczam na pewno mojej kochanej Mamie, bezgranicznie serdecznej osobie, oddanej swojej pracy, najbardziej wyrozumiałej pani od matematyki. Jestem pewna, że jeśli czyta to ktoś, kto zna moją Mamę ze szkoły, to teraz kiwa głową!

Jak zaczęła się historia portalu – Po francuskiej stronie?

Gdy o tym myślę, to przechodzą mnie ciarki – wszystko zaczęło się podczas przerwy świąteczno-noworocznej w grudniu 2014. Pomyślałam wtedy: hej, potrzebuję takiego miejsca, w którym moi Uczniowie mogliby mieć zebrane wszystkie linki do tego o czym mówimy na lekcjach. Założyłam więc bloga na darmowym portalu, potem stronę na facebooku, potem zrobiłam swoją pierwszą grafikę…

Właściwie sama nie wiem, kiedy i jak to się stało, że moją radosną twórczość poniosło w świat. A ponieważ nazwa bloga nawiązywała do nazwy mojej szkoły, zapragnęłam zmienić ją na coś bardziej uniwersalnego. I przysięgam, że pomysłów na nazwę miałam równocześnie sto i ani jednego! Zaczęłam się zastanawiać czym dla mnie tej francuski właściwie jest. Pamiętam takie uczucie, że ucząc się go, jakbym coraz śmielej i pewniej przechadzała się po frazach i zdaniach, które dotąd stanowiły dla mnie nieodkryty ląd. Tak fraza po francuskiej stronie wymyśliła się sama.

Social media to niezastąpione narzędzie Pani pracy. Czym dla Pani jest możliwość nauczania poprzez fb, youtube, prowadzenie bloga etc?

Jestem z pokolenia, które pamięta dom bez komputera, ale technologicznie ogarnia – pierwszego bloga napisałam sobie w języku html, montuję filmy, robię webinary, nie boję się działać. Jednak możliwość pracy z dowolnego miejsca na Ziemi z ludźmi, którzy mogą znajdować się tak w Kaliszu jak w Australii, cały czas wywiera na mnie tak kolosalne wrażenie, że czasem zapiera mi dech. Przepełnia mnie wdzięczność – że dzięki ludzkiej kreatywności i zaradności ja mogę wykorzystać Internet do spotykania się na żywo z tymi wszystkimi, którzy chcą poświęcić mi swój czas i wspólnie przyjrzeć się jakiejś cząstce języka na facebookowej transmisji na żywo czy w ramach krótkich relacji na Instagramie. Potrafi mnie to wzruszyć do łez.

Jakie rady miałaby Pani dla początkujących uczniów? Jeśli ktoś myśli o języku francuskim, od razu przychodzi mu na myśl – trudna wymowa, liczne odmiany, gramatyka… Od czego powinnyśmy zacząć naukę , by nie zrazić się początkowymi trudnościami?

Każdy język jest trudny i żadnego nie jesteśmy w stanie nauczyć się do końca. A przecież ludzie na całym świecie uczą się języków obcych, prawda? Mam zatem nadzieję, że częściej niż o trudnej wymowie, licznych odmianach i gramatyce będziemy myśleć o wyjątkowej melodii, niezwykłym akcentowaniu, piorunująco pięknym gruchaniu francuskiego „r”. Myślę, że mogę pozwolić sobie na szczerość i przyznać, że męczą mnie nieustające dyskusje pod hasłem „jakiego języka warto się uczyć?” albo „czy język XYZ jest trudny?”. A może postawić sobie takie pytanie: „co stracę, jeśli nie zacznę się uczyć tego języka dzisiaj, zaraz, z tym co już mam, teraz i tu?”. Przestraszyć się tej niepotrzebnej straty. I działać!!!

Język francuski to dla Pani…?

Fenomen, przepięknie logiczny fenomen. Mój sposób na życie.

Których  autorów francuskich Pani ceni najbardziej? Do których twórców wraca Pani najczęściej?

Studenci filologii znaczną część czasu poświęcają na przeczesywanie literatury pod różnymi postaciami. A kiedy spędzamy z kimś czas, ten ktoś staje się nam bliski – i w moim życiu książki zajmują miejsce wyjątkowe (potwierdzi to mój mąż, który jak lew walczy o skrawek miejsca w domowej biblioteczce, na którym pragnie ulokować ważne dokumenty. Nowe przesyłki z księgarni skutecznie mu to utrudniają).

Czytam wszystko, a myślami wracam często do nowel Guy de Maupassanta (rewelacyjna lektura już dla średniozaawansowanych uczniów), Émila Zoli (jego „L’Assommoir” będzie mi się śnić po nocach nawet kiedy już będę babuleńką), poezji Baudelaire’a („Kwiaty zła” są wspaniale przełożone na język polski, ale w żadnym wierszu tego świata nie ma tyle wyważonego rytmu, co w „Correspondances” https://www.poesie-francaise.fr/charles-baudelaire/poeme-correspondances.php). Alberta Camusa pokochałam nie za „Dżumę”, ale za dramat „Nieporozumienie” – „Le Malentendu”. Jest jeszcze Pascal Quignard i jego przepiękna, delikatna powieść „Tous les matins du monde”…

Pamiętajmy jednak, że nie samą Francją język francuski na świecie stoi – warto pamiętać o literaturze Belgii, Kanady, krajów Afryki… Z sentymentem wspominam lekturę powieści Amélie Nothomb, a od dłuższego czasu jestem oczarowana prozą Alaina Mabanckou, pochodzącego z Republiki Konga autora kompletnie szalonych i porywających powieściowych eksperymentów – teraz czytam „Papryczkę” i gorąco polecam. Mogłabym tak długo, ale niechże się budzi kto zdążył przysnąć, lecimy dalej!

Czy sięgając po raz pierwszy do nowej literatury, zaczyna Pani od francuskiego oryginału czy polskiego tłumaczenia?

Jeśli tylko to możliwe, czytam w oryginale. Przekład to zawsze już trochę inna rzecz. Czytanie po francusku należy do jednej z moich największych przyjemności.

Często bywa Pani we Francji? Ma Pani swoje ulubione miejsca?

Na pewno bywam tam rzadziej niż bym tego chciała. To oklepane, ale kocham Paryż. To miasto ma w sobie magnes, który każe przymknąć oko na kicz, tłumy i ceny, pozostawiając człowieka w zachwycie smakiem migdałowego rogalika, wizytą w Orsay czy przechadzką po parkach pełnych fontann i emaliowanych na zielono krzeseł. Marzę o złożeniu wizyty koleżance ze Strasburga, przechadzce polami lawendy, ujrzeniu Alp od strony Grenoble. Trochę jeszcze mam do obejrzenia!

Czy śni Pani po francusku?

To mi się zdarza i podobno to ostateczne stadium zanurzenia w języku. Choć ostatnio mało śnię w ogóle. Chyba od snów wolę rzeczywistość!

 

 

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych, wspaniałych sukcesów