MOC PARYSKICH GALERII HANDLOWYCH

„Wszystko co pozostało, to poczucie ogromu Paryża – ogromu, który zawsze będzie w pełni zaspokajał potrzeby kupujących.” Słowa Emila Zoli idealnie oddają klimat Wielkich Bulwarów Haussmana. Bulwarów, będących siedzibą dwóch największych Galerii stolicy Francji – Printemps i Lafayette.

Koniec XIX wieku był dla Paryża okresem niezwykłej zmiany. Stał się pożądanym obiektem podróży. Dlaczego? Przede wszystkim zapewnienia o nowych miejscach pracy, związane z rozwojem banków, giełd, turystyki, budownictwa, sprawiły, iż z roku na rok przybywało nowych mieszkańców. Rozwój nieznanych dotychczas gałęzi przemysłu spowodował wykorzystywanie na szeroką skalę żelaza, które pozwalało na projektowanie lekkich, ażurowych konstrukcji. W nowym, modernistycznym duchu, rozpoczęto budowę dworców, ekskluzywnych hoteli, metra, teatrów, klubów, kawiarni. Pojawił się jeszcze jeden ważny czynnik, który uczynił Paryż stolica Europy. Kobiety! Wtedy je doceniono. Pozwolono im na równy dostęp do wiedzy i możliwości kształcenia. Umożliwiono rozwijanie pasji, dzięki czemu i one stały się pełnoprawnymi obywatelami miasta. A jak historia pokazuje, to właśnie płeć piękna była dla mężczyzn często inspiracją do dalszego postępu, w tym urbanizacyjnego. Zamożność mieszkańców, a także rodzące się pragnienia kobiet obudziła ducha konsumpcjonizmu. Już nie wystarczyły zakupy w małym sklepiku. Paryżanie zapragnęli nowości. Chcieli kupować lepsze materiały, w lepszym otoczeniu i lepszych warunkach. Potrzebowali miejsca, w których mogli cieszyć się z posiadanych pieniędzy. Tak narodziły się Le Grand Magasin.

W 1865 roku Jules Jazulot otworzył niewielki dom towarowy. Czym się wyróżniał? Nie było tradycyjnej lady i sztywnej obsługi. Twórca postawił na innowacyjność. Regały z towarami oznaczonymi etykietami, przymierzalnie dla klientek i… wyprzedaże. Coś, co dziś tworzy dźwignię handlu, nie było znane na tak szeroką skalę. Od tego momentu, wprowadzono posezonowe obniżki. Wszystko dla kobiet, które pragnęły wyglądać coraz lepiej, zmieniając przy tym co chwilę kroje, kolory, faktury swoich strojów. Bo to przecież w tym czasie, powstawały pierwsze domy mody i powoli rodziło się haute couture. Doświadczony Jaluzot wiedział, że te czynniki oraz usytuowanie w pobliżu dworca St. Lazare i rodzących się tam miejsc użyteczności publicznej, przyczyni się do jego wielkiego sukcesu.

Printepms rozwijał się w zaskakującym tempie. W niespełna osiemnaście lat istnienia, galeria rozrosła się na tyle, że zajmowała kolejne kamienice przy Bulwarze, obejmując powierzchnię prawie 3000 metrów. By stworzyć jedną wspólną całość, zatrudniono architekta Paul Sedille. Połączył on wszystkie części galeriami, schodami oraz windami – podnosząc prestiż domu. Przeniósł główne wejście na róg Rue de Havre, stworzył oszkloną antresolę dla klientów, zamienił oświetlenie na elektryczne, a przy tym zadbał o estetyczny wygląd. Wzmocnienie bryły żelazem i uczynienie z niego ozdoby było iście nowatorskie. Elewację udekorował weneckimi mozaikami ułożonymi w kwiatowe wzory. Secesyjny pawilon, oczywiście przyozdobiony w motywy wiosny (franc.printemps), został zaprezentowany na świeżym powietrzu podczas Międzynarodowej Wystawie, a same inspiracje Art Nouveau oddziałały na nowego prezesa – Gustava Laquion, który przejął w 1904 roku panowanie. W tym czasie, galeria zyskała słynną kopułę. Tysiące barwnych szkiełek witrażowych ozdabia do dziś, wysoki na 42 metry hol.  Mieszkańcy miasta mogli się do niej dostać już nie tylko pieszo, ale i metrem, którego dwie linie otworzono bezpośrednio przy wejściu. Sama forma sprzedaży oraz zatrudniania pracowników, również zyskała nowe oblicze. Wewnątrz oprócz zakupów były kawiarnie, restauracje, organizowano pokazy mody, koncerty, wydawano foldery i magazyny. Tworzono szkolenia oraz spotkania dla pracowników.

Czas kariery trwałby na pewno nieprzerwanie, gdyby nie II Wojna Światowa. Odcisnęła ona swe piętno na wszystkich gałęziach życia. Choć Francja, pod okupacją hitlerowską, nie musiała liczyć się z takimi stratami dzieł sztuki, co inne kraje, to i tu zostały one zniszczone. Printemps została pozbawiona swojej korony. Dopiero w 1975 udało się zawiesić jej konstrukcję.

Kolejne zmiany, co rusz naruszały oryginalne założenia. Wspaniałe secesyjne schody zostały zdemontowane i zastąpione nowymi. Kolejne powierzchnie przyłączano do macierzystej komórki, starając się zaspokoić potrzeby klientów a jednocześnie poczucie estetyki architektów i twórców. O idealnym połączeniu możemy mówić w przypadku sfery luksusowej, której twórcy Yabu Pushelberg, stworzyli kilka lat temu, mariaż geometrycznych form szkła, metalu, białego marmuru.

W tej chwili, Galeria zajmuje 3 osobne działy – dziecięce, męski i tzw.: Beauty Home. Wszystkie one oferują szeroki wachlarz usług oraz atrakcji. Od prywatnych saloników, własną stylistkę, kupony rabatowe, aż do prywatnych samochodów, których kierowcy przywiozą zakupy wprost do naszego domu. Oczywiście, niezapomnianą atrakcją jest również umieszczona na ostatnim piętrze kawiarnia z tarasem na dachu Printemps, z którego oglądać można niezwykłą panoramę miasta.

Ale sukcesy Printemps mogły być w pewnym momencie zagrożone. W roku 1906, przy rogu Bulwaru Haussmanna i Rue Lafayette, dwaj kuzyni otworzyli pasmanterię, która już kilkanaście lat później stać się miała jedną z największych galerii handlowych Paryża. Théophile Bader oraz Alphonse Kahn dążyli do stworzenia miejsca jeszcze większego, lepszego, cudowniejszego niż konkurencyjna firma. Zatrudnili najlepszych artystów: Edouarda Schencka, Jacques’a Grūbera do stworzenia nowego symbolu Paryża – kopuły Galeries Lafayette. Ogromna, 33-metrowa, oparta o żelazny szkielet i wypełniona niezwykle misternym witrażem w stylu neobizantyjskim, sprawiała nieziemskie wrażenie. Co więcej, kopuła była zwieńczeniem misternej, złotej przestrzeni holu, który otoczony był kilkoma piętrami kolejnych działów. A tych była tu niewiarygodna ilość – aż 96: damski, męski, dziecięcy, z biżuterią, zabawkami, słodyczami itp. Do tego kawiarnie, herbaciarnie, biblioteka oraz wszelkie formy promocji i udogodnień dla Klientów. Wszystko, o czym można było pomarzyć znajdowało się w Galerii. Dla twórców było to jeszcze za mało. Rozpoczęli prawdziwy podbój branży mody. Wprowadzili odzież sygnowaną nazwą samej galerii, do której inspirację czerpali wprost z pracowni projektantów francuskich. Modele zmieniali wraz z każdym sezonem, pozwalając kobietom na zakup nowych barwnych fasonów. To niewątpliwie była nowość na rynku.  Ale nie tylko tak, zachęcano do wizyty. Organizowano, tak przez nas uwielbiane, eventy i to na szeroką skalę – lądowanie samolotem Jules’a Védrines na tarasie dachowym,  koncert Edith Piaf, pokazy mody, wystawy sztuki, konkursy.

Lafayette stał się spełnionym marzeniem o „un bazar de luxe”. Ciągłe powiększanie, umiejętne zarządzanie, a także szacunek do tradycji i osiągnięć pierwszych twórców, uczyniły z tego miejsca gigantyczny organizm. Dziś, zajmuje ponad 70 000 m kw, oferując nie tylko ubrania od najlepszych projektantów z całego świata, ale i produkty do domu, wystroju wnętrz, artykuły spożywcze z najwyższej półki, a nawet piwnicę z najlepszymi winami oraz szampanami z rejonów Francji.

Zarówno Galeria Printemps jak i Lafayette, są na pewno jednymi z najliczniej odwiedzanych atrakcji Paryża. Widać to zwłaszcza w okresie świąteczno – noworocznym, gdy kuszą wszystkich przecudownymi witrynami. Te istne dzieła sztuki są misternie opracowywane od wiosny przez najlepszych artystów. W tym roku, za wygląd pierwszej z nich odpowiadał Philippe Découflé, który stworzył magiczną historię związaną z rocznicą 150-lecia jej istnienia. Natomiast druga została międzyplanetarną galaktyką. Przedstawieniom towarzyszy ruch, światła, muzyka i oczywiście tłumy mieszkańców oraz turystów, którzy specjalnie w tym okresie przybywają do miasta. Nie inaczej wyglądają zresztą wnętrza, które już w październiku są iście bożonarodzeniowe. Upominki, atrakcje, kilkunastometrowe choinki zachwycają niezależnie od wieku klientów, a co więcej zapewniają ponowny powrót do świątyń Zoli, stworzonych ponad sto lat temu.

Magdalena Leszner-Skrzecz