MADONNA, KOCHANKA, TAJEMNICA I SŁYNNE DZIEŁO

„Dzieło to owiewa dojmująca woń paryskich perfum” pisał krytyk sztuki Richard Muther. Obraz, którego twórcą jest niezwykły malarz, znajduje się dziś poza granicami kraju. Nadal, pomimo prawie 570 lat istnienia, zachwyca, pobudza i… szokuje. Tematyka, a także sposób przedstawienie nie był typowy. Co więcej, nawet w obecnych czasach, stanowi niełatwy do interpretacji materiał z zakresu historii sztuki.

Madonna z Dzieciątkiem czy też Madonna Antwerpska, bo o niej mowa, stanowi część dyptyku Étienne’a Chevaliera. Praca powstała prawdopodobnie ok. roku 1450. Początkowo jako całość znajdowała się w kościele w Melun. Niestety rozdzielono je i teraz lewa część – ukazująca adorującego fundatora znajduje się w Berlinie, a prawa w Antwerpii. Samo dzieło nie jest charakterystycznych przykładem malarstwa średniowiecznego we Francji. Nie może takowym być, gdyż sam autor – Jean Fouquet to nie lada malarz na ówczesna epokę.

Twórca miniatur m.in. do „Starożytności żydowskich” Józefa Flawiusza, „Statusu Zakonu Rycerzy św. Michała” Ludwika XI, „Godzinek” Marii de Clèves czy też „Godzinek” Chavaliera. Ale również autor malarstwa tablicowego, portrecista, wizjoner artystyczny. Dzięki podróży do Włoch połączył w swej twórczości wpływy późnogotyckiego niderlandzkiego malarstwa z południowym wczesnym renesansem. Dziś możemy powiedzieć, że był prawdziwym, francuskim malarzem. Perspektywa, kolory, architektura, pejzaż, tematy świeckie, duchowe i dworskie, łączenie terpentyny z olejem, doskonały rysunek. Pierwszym, który wprowadził do sztuki formę dyptyku. Pierwszym, który wykonał swój autoportret. Pierwszym, który złączył sacrum i profanum w taki sposób.

Przypatrzmy się słynnej Madonnie, która miała ogromny wpływ na późniejsze dzieła m.in. Muncha. Jej piękno typowe dla XV wieku – jasna skóra, delikatne rysy, podniesione czoło (ile trudu kosztowało osiągnięcie takiego efektu możecie przeczytać w niejednej książce opisującej życie średniowiecza), smukła sylwetka. Symbolika świętości – korona bogato wysadzana klejnotami, gronostajowy płaszcz, Dzieciątko trzymane na kolanach, cherubinki na drugim planie.

Ale ile w tym dziele symboliki świeckiej! Przedstawiona kobieta nie ma odsłoniętej prawej piersi, jak to  było w zwyczaju, ale lewą – strona uznawana za grzeszną. Sama pierś również ma kontekst bardziej erotyczny niż macierzyński. Odsłonięta, pełna, na pewno nie karmiąca. Kobieta zmysłowa z pomalowanymi ustami, pełna powagi, dystansu, wdzięku, zmysłowości. Wg Huizinga – holenderskiego humanisty i badacza, to „przykład dekadenckiej bezbożności”. Mały Jezus wcale nie wykazuje zainteresowania matką, a co więcej wskazuje ją palcem lewej dłoni, jakby chciał coś o niej powiedzieć. Nawet aniołki są dziwne. Jedne niebieskie, drugie czerwone stanowią niejako tło – płaską płaszczyznę dla Madonny. Czy może nas to dziwić, gdy wiemy kto został sportretowany? Wszystko wyjaśnia sama modelka – Agnès Sorel. Kim była ta piękność, ten idealny model Francuski, jak mawiają?

Nadzwyczaj piękna oraz inteligenta, szybko stała się dama dworu księżnej Izabeli – księżnej Lotaryngii, małżonki króla Rene Andegaweńskiego.  Kilka lat później oficjalnie została kochanką Króla Karola VII. Otrzymała nie tylko sławę, klejnoty, ale i liczne zamki: Bois-Trousseau, Roquecezière w Rouergue, Vernon-sur-Seine oraz Beauté-sur-Marne. Otoczona najważniejszymi osobami w kraju, mogła pozwolić sobie na wszystko, czego zapragnęła. Również na licznych kochanków. Jednym z nich niewątpliwie był sam Étienne Chevaliera.

Agnès urodziła Karolowi 4 córki, z czego trzy zostały bardzo dobrze wydane za mąż. Pascal Dubrisay w swej książce „Agnès Sorel dame de coeur et de beauté” prezentuje drzewo genealogiczne słynnej kochanki, w której niejako ujawnia, że każdy dzisiejszy ród panujące ma w swej krwi jej cząstkę. Jakże w tym momencie staje się symboliczna owa pierś z dyptyku!

Zmarła w wieku zaledwie 28 lat. Już w XV wieku mówiono, iż została otruta przez samego syna Karola – Ludwika XI, z którym łączyły ją delikatnie mówiąc trudne relacje. Nie często jest możliwość potwierdzić panujące od wieków hipotezy, ale w przypadku Agnès taka możliwość nastąpiła w roku 2004 roku. Jej pochówek w czasie Wielkiej Rewolucji sprofanowano, a urnę przeniesiono na cmentarz. Nieco później ponownie umieszczono w zamku w Loches. W XXI wieku postanowiono pochować ją w pierwotnym miejscu tj w kolegiacie. Zanim jednak to nastąpiło, lekarze i badacze otworzyli trumnę. Znaleziono czaszkę, włosy, nawet kawałek skóry. Patolog Philippe Charlier potwierdził wysoki stan rtęci w organizmie. Udało się nawet zrekonstruować za pomocą najnowszych osiągnięć jej wygląd. Chyba możemy mieć już pewność, że sportretowana przez Fouquet’a postać to sama Dame de Beauté. Kochanka Karola VII i Chevaliera.

Czy może nas teraz dziwić interpretacja dzieła? Jej symbioza łączy w jednej płaszczyźnie wiele wątków, historii, metafizyki, duchowości oraz religijności. Staje się również dopełnieniem życia samego malarza – syna księdza i niezamężnej kobiety. Przede wszystkim jednak znajduje się wśród najwspanialszych dzieł historii sztuki i niewątpliwie zajmuje zaszczytne, jeśli nie pierwsze miejsce, na kartach malarstwa francuskiego.

 

Zdjęcia: https://pl.wikipedia.org