JASNOŚĆ, KOLOR, WOLNOŚĆ… cz.1

Przedstawiamy pierwszą część cyklu o polskich artystach przełomu XIX i XX wieku, którzy wyjechali z ojczyzny, by szukać artystycznych inspiracji we Francji.

Francja, a zwłaszcza Paryż stale przyciąga różnej maści twórców. Nie inaczej było na przełomie wieków, kiedy ożywczy duch impresjonizmu zawładnął sercami malarzy ze wschodniej Europy. Polscy artyści jechali do Paryża uczyć się, poznawać nowe nurty sztuki i… zanurzyć się w ten wyjątkowy klimat bohemy, twórczej wolności. We Francji kształciło się i tworzyło wielu Polaków, jedni epizodycznie, inni związali się z tym krajem niemal na całe życie. Ci poniżej zostali pochowani na francuskiej ziemi.

Paryskie atelier Olgi Boznańskiej

 Uważana jest do tej pory za jedną z najważniejszych europejskich portrecistek przełomu wieków –  Olga Boznańska (1865-1940) – właśnie w Paryżu, jak sama twierdziła, najpełniej rozwinęła swoją twórczość. Impresjoniści, echa z Londynu, czy intymiści, ukierunkowali ją do stworzenia tak niepowtarzalnego, rozpoznawalnego stylu. Obrazy Boznańskiej charakteryzowały się swoistą mgiełką tajemniczości, intymności, nastrojowości, miękkością i rozmyciem konturów, bladymi kolorami i jakby pewnym smutkiem, przez który przedzierało się mimo wszystko czyste piękno.

Po krótkim kształceniu w Krakowie, następnie nauce w Monachium, artystka przeniosła się do Paryża (1898), w którym została już do końca życia. Stworzyła tam swoje atelier, które było jednocześnie jej domem. W pracowni kręciło się życie artystyczne, odwiedzała ją liczna polonia i nie tylko. Paryski klimat nieskrępowanej wolności, żywe dyskusje, wymiana wrażeń, wśród unoszących się kłębów papierosowego dymu, tworzyły świat Olgi. Malowała głównie portrety, autoportrety oraz martwe natury, czasem wnętrza. Do rzadkości należą obrazy tzw. świata zewnętrznego. Wnętrze jej pracowni oraz odwiedzający ją ludzie zdawały się stanowić najważniejszy aspekt jej życia. A życie to było często dziwne i neurotyczne, jak to u wrażliwej artystki. Sama kreowała swój dość ekscentryczny wizerunek. Pozostała wierna modzie XIX wieku, wciąż chodziła w długich, powłóczystych sukniach, zaczesana w staromodny kok. I stale malowała, to sprawiało jej jedyną radość i nadawało sens życiu. Prywatnie nie ułożyło jej się najlepiej. Kiedy była już w Paryżu, najpierw zerwał z nią narzeczony – malarz Józef Czajkowski (1900), następnie umarł jej ukochany ojciec, który tak naprawdę cały czas ją utrzymywał (1906), w końcu wspierająca ją zawsze siostra Izabela popełniła samobójstwo (1934). Malowanie utrzymywało Olgę przy życiu.

Do historii przeszły jej niezwykłe, pełne psychologicznej głębi portrety. Dosyć trudno było pozować Boznańskiej, trwało to długo, ale osiągała spektakularne efekty. W jej obrazach oczy modela zdawały się rzeczywiście odzwierciedlać jego duszę i charakter. Martwe natury zaś tchnęły smutnym nastrojem i nostalgią, a jednak przyciągały swoim pięknem.

 Ślewiński i jego Bretania

Władysław Ślewiński (1856-1914) po porażce w gospodarowaniu majątkiem ziemskim na Lubelszczyźnie w 1888 roku uciekł do Paryża. Tam podjął naukę malarstwa w Académie Julian oraz w Académie Colarossi. Zaprzyjaźnił się z Paulem Gauguinem, co zapoczątkowało szereg zmian w jego malarskim życiu. Gauguin twórca estetyki cloisonizmu i syntetyzmu, założyciel artystycznej kolonii zwanej Pont-Avon w Bretanii, przyciągnął w swoje szeregi także jedynego Polaka – właśnie Ślewińskiego.

Władysław w latach 1889-1896 tworzył w Pont Aven w Bretanii. W 1896 roku osiedlił się w pobliskim Bas Pouldu. Z Bretanią związał właściwie całe swoje życie (kilka razy wyjechał na jakiś czas do Polski, także podróżował). To właśnie w Bretanii po raz pierwszy zobaczył morze. Zafascynowany tym krajobrazem stworzył kilkadziesiąt wyjątkowych marin, morskich pejzaży, o miękkiej, giętkiej, opływowej linii, jasnym, zimnym światle, tchnące dziwnym spokojem.

Dlaczego właśnie Bretania, ta północno-zachodnia część Francji tak urzekała artystów? Odpowiedzi można szukać nie tylko w zachowanym, dziewiczym krajobrazie i wyjątkowych urokach morza. Bretania w tamtym czasie uchodziła za krainę czystą, dziewiczą, z zachowaną tradycją, gdzie kobiety w charakterystycznych bretońskich strojach kultywowały dawne obyczaje. Lud był pobożny, żył w ustalonym rytmie. Ślewiński nie tylko zachwycał się widokami, ale także ludźmi, przede wszystkim ich autentycznością. W Bretanii chłonął klimat, piękno i wyjątkowość tych stron. Okres bretoński wpłynął także na jego malarstwo, które powstawało w Polsce. Pozostała u niego ta niezwykła miękkość malowania, przyglądanie się światu i nieustanne poszukiwanie prawdy.

Oryginalna Mela Muter

Nazywała się Maria Melania, z domu Klingsland, po mężu Mutermilch, na obrazach podpisywała się Muter lub Mela Muter. Urodzona w Warszawie polska malarka żydowskiego pochodzenia, wraz z mężem Michałem Mutermilchem przeniosła się do Paryża w 1901 roku. Zaś 26 lat później przyjęła francuskie obywatelstwo. Francja stała się jej drugim domem już do śmierci.

Mela Muter (1876-1967), od początku obracała się w kręgach intelektualistów, zarówno francuskich jak i utrzymywała ścisłe kontakty z polską kolonią artystyczną. Zetknęła się także poglądami lewicowymi, co wpłynęło na podejmowane przez nią tematy malarskie takie jak bieda, starość, kalectwo, macierzyństwo, kobiety. Zawsze uważała siebie za samouka (chociaż odbyła roczny kurs w Szkole Rysunku i Malarstwa dla Kobiet Miłosza Kotarbińskiego jeszcze w Warszawie). Jej obrazy cieszyły się dużą popularnością dzięki wypracowanemu przez nią oryginalnemu stylowi (grube impasty farby, mocne kolory, często wyraźny kontur) oraz doborem tematów. Inspirowali ją Whistler, Cézanne, Gauguin, Picasso, czy Van Gogh. Do tego ostatniego czasem porównywano jej późną twórczość. Jej malarstwo cenił malarz Henri Matisse, czy poeta Rainer Maria Rilke, z którym się przyjaźniła. Malowała widoki Paryża, ale i fascynowała się Bretanią. Oddawała klimat miejsc poprzez ferie barw mocnych, ciepłych, często kontrastowych. Paryskie uliczki tętnią życiem i wręcz natłokiem barw. Bretońskie porty mocno kontrastują ze spokojną taflą wody. Ponadto portretowała najbliższych oraz malowała na zamówienie. Na jej portretach modele nie pozowali, starała się ich uchwycić w intymnym świecie, jakby podglądając. Ciekawe w jej twórczości są także martwe natury, wśród nich owoce morza, z których powstały intrygujące kompozycje kolorystyczne.

W czasie II wojny światowej Mela Muter musiała ukrywać się w Awinionie (mimo, że chwilę przed przyjęła chrzest). Tam powstała seria pełnych słońca obrazów, widoków miasteczka, portu oraz ludzi.

Piękna, inteligenta, fascynująca…nie miała jednak łatwego życia. Jej małżeństwo nie było udane. Miała kalekiego syna, który zmarł w młodości. Kiedy w końcu znalazła prawdziwą miłość u boku działacza lewicowego Raymonda Lefebvra –  ten szybko zmarł. Malarka przeszła epizody depresji i niedostatku. Przez całe życie jednak malowała, niestrudzenie pogłębiając swój warsztat. Jej obrazy, mniej znane w Polsce, cieszą się powodzeniem w całej Europie. Znajdziemy je w wielu francuskich muzeach, ale przede wszystkim w kolekcjach prywatnych.

Anna Szlązak

Fot: Władysław Ślewiński, Autoportet w bretońskim kapeluszu, 1912