HOTEL GEORGE V W PARYŻU – FRANCUSKI SZYK I LUKSUS

Pamiętacie Meg Ryan w filmie „Francuski pocałunek”? Kate, główna bohaterka przybywa do Paryża, by odzyskać narzeczonego. Pierwsze kroki kieruje do przepięknego hotelu GEORGE V. To jedno z najdroższych, luksusowych miejsc w mieście świateł. Do dziś uchodzi za synonim elegancji i typowego, francuskiego blichtru. A znacie jego historię?

Pod koniec lat 20-tych XIX wieku amerykański biznesmen Joel Hillman zakupił ziemię w samym centrum miasta przy Avenue George V. Z kwotą ówczesnych 60 milionów franków rozpoczął budowę najelegantszego hotelu. Już na początku niespodzianka. Kamieniołomy w głębi chowały materiał służący do budowy Trocadero. Dziś znajduje się tu imponujące winniczka.

Projektem zajął się architekt George Wiboo oraz Constant Lefranc. Pierwszego z nich znamy również z rekonstrukcji Printetemps oraz budowy Casiono de Deauville. Stworzyli mieszankę amerykańsko – francuską w najlepszym stylu. Otwarty w 1928 od razu przyciągnął tłumy gości, co ciekawe prawie większość z kraju właściciela. Hotel miał ogromne galerie, duży dziedziniec, sklepienia w holu.

Dekoracje w stylu królującego art deco nadawały paryskiego szyku. Piękna fasada zapraszała do środka. Wejście chowało ośmiokondygnacyjny, trzyskrzydłowy budynek, który otaczał dziedziniec. Jako jeden z pierwszych w Paryżu, hotel dysponował pokojami z telefonami, łazienkami, przeszklonymi windami, apartamentami z pięcioma pomieszczeniami.  Nowoczesna kuchnia tuż obok restauracji nie była do tej pory praktykowana., natomiast tu znalazła swoje zastosowanie. W George V stworzono nawet jadalnie dla dzieci i ich opiekunek. Dla gości oferowano również prywatne taksówki do Londynu czy Madrytu. Hotel posiadał także herbaciarnie chińską, salon urody. Przede wszystkim zasłynął jednak z pięknej sali balowej, w której urządzano nawet pokazy mody Haute Couture m.in. tu prezentowali swoje kolekcje Yves Saint Laurent oraz Paco Rabanne.

Hotel rozwijał się i przyciągał wielbicieli dobrego smaku. Ale tuż po roku od otwarcia, Hillman stracił majątek i zmuszony został do sprzedaży. Drugim właścicielem zostaje François Dupré. Znawca i miłośnik sztuki, ozdabia hotel tkaninami, obrazami, meblami, gobelinami, rzeźbami.

Hotel staje się ulubionym miejscem zagranicznych polityków, artystów, gości. W roku 1944 roku urządzono tu siedzibą generała Eisenhowera. Do Hotelu przyjeżdzają Mitterrand, Jimmy Carter i Richard Nixon. Wśród gwiazd spotkać można tu było Sophię Loren, Raya Charles’a. The Beatles skomponowali tu nawet swój hit „I feel fine”, a sama Elizabeth Taylor spędziła tu miesiąc miodowy z drugim mężem Conradem Hiltonem.

W roku 1997 hotel został zakupiony przez grupę Four Seasons Hotels & Resort, która jest spółką m.in. księcia Al-Walid Ben Talal oraz Billa Gates’a.

W roku 1999 rozpoczęła się wielka przebudowa hotelu, którą kierował wybitny architekt Richard Marinet. To jemu zawdzięczamy dzisiejszy wygląd tego miejsca. Jego próba połączenia Art Deco, przeszłości amerykańskiej oraz współczesnych standardów wszystkich hoteli sieci Four Season została zrealizowana za 80 milionów euro. Jest piękny. Jego elegancja pozostała. Wartością dodaną jest przeszłość, której ducha można znaleźć w jednym z 244 pokojów. Ostatnio zaprezentowano nowe apartamenty o powierzchni od 190 do 250 m.kw. Są zaprojektowane w każdym calu.  Wyrafinowane i eleganckie. Każdy ozdobiony meblami ręcznie tworzonymi, tkaninami najlepszych marek, unikatowymi marmurami, lampami oraz elementami ozdobnymi Baccarat, a nawet garderobą wypełnioną kreacjami Haute Couture. W czerwcu czekamy na otwarcie nowego imponującego SPA. To 720 metrów kwadratowych relaksu we wnętrzach Pierre’a Yves Rochon. Basen, salony fryzjerskie, gabinetu urody i nie tylko.

 

W George V zaskakują przepiękne kwiaty. Od 16 lat dekoracjami florystycznymi zajmuje się Jeff Leatham. Co tydzień dostarczanych jest 12000 pędów nowych kwiatów, z których mistrz wykonuje bukiety na stoliki, konsole, do pokojów, restauracji. Cieszy się, gdy stwierdza: „Najlepszą reakcją jest… gdy ludzie mówią, że nigdy nie widzieli tego samego kwiatu dwa razy. To są magiczne momenty, które naprawdę nadają znaczenie temu, co robię dla hotelu. Dla tych chwil nie zamieniłbym swojego życia artysty w nic innego.”

A co oferuje Hotel dla smakoszy francuskiej kuchni? Na pewno zadowolą ich restauracje Le Cinq, Le George, L’Orangerie.

Le Cing, którą prowadzi mistrz Christian Le Squer to jedyna hotelowa restauracja w Europie, mająca 3 gwiazdki Michelin. Jej wystrój przywodzi na myśl klasyczne francusko – angielskie wnętrze. Znajdziemy tu szafki Ludwika XIV, pozłacane krzesła, odpowiednie ciepłe oświetlenie. A samo menu? Nie ma w sobie równych. Jak sam mówi Le Squer „Smak potrawy przychodzi mi do głowy, zanim znajdę składniki. To intuicyjny proces. Po prostu cię uderza, trochę jak miłość od pierwszego wejrzenia „.

Le George od roku 2016 prowadzi Simone Zanoni, który zdobył dla tej śródziemnomorskiej restauracji pierwszą gwiazdkę.

L’Orangerie to niezwykłe miejsce. Sześć miesięcy tworzono tą siedmiometrową konstrukcję ze szkła i metalu, by płynnie łączyła się z wystrojem samego hotelu. Artysta Pierre-Yvesa Rochona zaprojektował intymną, elegancką przestrzeń. Podłoga pokryta jest mozaiką z motywem roślinnym. Zaskakują duże, przepiękne lampy Lalique. Dziś restauracją kieruje David Bizet, który również zdobył upragnioną gwiazdkę Michelin.

Nawet jeśli nie nocujecie w hotelu to na pewno warto wybrać się choć by do La Galerie lounge  lub Le Bar na lampkę wina czy kawę. Pozwoli nam to choć na chwilę, poczuć atmosferę luksusu i elegancji w najwyższym francuskim style. Bo choć Hotel George V, który pamiętamy z „Francuskiego pocałunku” już nie istnieje., to jest za to Four Seasons Hotel George V, który nadal szczyci się wspaniałą lokalizacją, najwyższą jakością usług, przepięknym wnętrzem oraz prawdziwie paryskim szykiem.

Materiały i zdjęcie dzięki uprzejmości: Four Seasons Hotel George V, 31, Avenue George V, Paris, 75008, Paris

Autorzy zdjęć:

Jean Claude Amiel,

T.Caron-StudioTC France,

Bruno Clerque

Gregoire Gardette,

Guillermo Amiel Quiroga,

Osmany Taveres,

Guillaumo de Laubier