WYWIADY

HOKUS POKUS – WYWIAD Z KAROLINĄ PACH

Z wielką przyjemnością prezentuję Wam wywiad z niezwykle utalentowaną kobietą. Karoliną Pach założyła kilka lat temu studio HOKUS POKUS HOME, w którym każdy mebel dostaje drugie życie.

Podstawowe pytanie – jak to się zaczęło? Kiedy chwyciła Pani za szlifierkę oraz pędzel i rozpoczęła przygodę z odnową mebli?

Zaczęło się chyba dość standardowo, tak jak u większości osób, którzy zajmują się podobnymi rzeczami. 5 lat temu przeprowadziliśmy się z 30m2 mieszkania w bloku do domu jednorodzinnego i nagle:

a) było dużo więcej przestrzeni do zagospodarowania

b) przywieźliśmy stare sieciówkowe meble z poprzedniego lokum, które nijak nie pasowały do wizji wystroju mojego nowego domu.

A że przy budowie budżet zwykle kurczy się w tempie ekstremalnym, zamiast kupować nowe meble, trzeba było przemęczyć się jeszcze jakiś czas ze starymi. No ale nie dałam rady patrzeć na nie, więc przyszło mi do głowy, żeby je przemalować. I tak od mebla do mebla i się zaczęło. Od zawsze lubiłam wszelkie artystyczne zajęcia, już w mieszkaniu bawiłam się w decoupage, więc to była tylko zamiana drobnych przedmiotów do ozdabiania na bardziej gabarytowe.

Moją pierwszą przerobioną komodę z Ikei mam do dziś, jest w niemal idealnym stanie. I choć od tamtego czasu mój gust i styl wnętrza się zmienił, komoda wędruje po różnych pokojach i obecnie służy w pokoju dziecięcym.

Ludzie powracają do mebli z duszą. Przejadły się im gotowce z wielkich sieciówek?

Ludzie zaczynają doceniać stare meble. Raz, że mają one swoją, często ciekawą historię. Dwa – są zwykle w większości zrobione z drewna, a więc solidniejsze i szlachetniejsze niż meble sieciówkowe zrobione z płyty meblowej.

Stare meble mają często oryginalny design, zdobienia, ręcznie robione rzeźbienia, których na próżno szukać w dzisiejszych meblach. Teraz wszystko jest proste, tak aby pasowało do popularnego stylu nowoczesnego czy skandynawskiego. Tylko czy wszyscy musimy mieć i lubić proste, białe skandynawskie wnętrza? Nie, jesteśmy różni i różne powinny być nasze wnętrza.

Powracanie do mebli z duszą jest też zgodne z ideologią “zero waste”, to ekologiczne podejście do życia, bo dajemy im drugie życie zamiast np. wycinać kolejne drzewa na kolejne meble. Podejście EKO jest obecnie bardzo na czasie.

Skąd czerpie Pani inspiracje – książki, muzea, sztuka?

Tak naprawdę żadne z powyższych. Teraz wszystko opiera się na Internecie.

Moim głównym źródłem inspiracji jest Pinterest i realizacje innych osób, a także wizualizacje i aranżacje wnętrzarskie. W internecie śledzę głównie moje koleżanki po fachu, działające w Stanach Zjednoczonych. Tam rynek stylizowanych mebli jest bardzo rozwinięty, Amerykanie nie boją się odważnych rozwiązań, nie traktują mebla i wnętrza jako takiego na całe życie, więc potrafią tym się bawić i zaszaleć z wzorami, kolorami, dekoracjami.

Najbardziej niezwykła Pani metamorfoza to…?

Hmm… Ciężko powiedzieć, dla mnie każda jest niezwykła, bo inna niż wszystkie dotychczasowe. Staram się nie robić dwóch takich samych stylizacji.

Taką w pewnym sensie przełomową metamorfozą była stylizacja kredensu w stylu Mermaid Look, gdzie po raz pierwszy zastosowałam cieniowania, które wyniosły moje projekty na wyższy poziom.

Mam wrażenie, że na odważne prace nad meblem, które obejmują np. gwałtowną zmianę kolorów bardziej decydują się kobiety niż mężczyźni. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy ma Pani własne przemyślenia na ten temat?

Na jakąkolwiek metamorfozę decydują się częściej kobiety niż mężczyźni. Tak naprawdę nie przypominam sobie klienta płci męskiej, a nawet zapytania od mężczyzn mogę zliczyć na palcach jednej ręki.

Ale zupełnie mnie to nie dziwi, bo urządzanie domowych wnętrz to głównie domena kobiet. Zwykle przed złożeniem zamówienia żony muszą jakiś czas przekonywać swoich mężów do metamorfozy, bo wiadomo, że dla nich ważniejsze niż wystrój wnętrza są finanse, a stylizacja kosztuje. Żonom natomiast zależy na pięknej przestrzeni, bo dla nich ważne jest, aby otaczać się ładnymi przedmiotami i słusznie. A tak naprawdę na koniec, Ci sceptyczni mężowie są mega zaskoczeni efektem końcowym i nowy mebel bardzo im się podoba.

Ma Pani swój „ulubiony rodzaj mebla”, z którym lubi Pani pracować?

Lubię proste, klasyczne meble, bo wtedy nie narzucają żadnego stylu i można z nimi zrobić wszystko. Możliwości stylizacji są wtedy nieograniczone i mam duże pole do popisu, a końcowa metamorfoza może być bardziej spektakularna.

Czy patrząc na klasyczne piękno mebli antycznych ma Pani od razu wizję metamorfozy czy jednak pozostawia Pani miejsce na „antyk”?

Mam zasadę, że nie maluję antyków i bardzo wartościowych mebli. Tego typu meble zasługują na inne potraktowanie i tu już zostawiam pole do popisu specjalistom od renowacji mebli.

Ja chętnie maluję młodsze meble stylizowane lub  sieciówkowe, bo antyków i tak zostało tak niewiele, że warto, aby cieszyły miłośników takich mebli jak najdłużej. Niech każdy ma coś dla siebie.

O jakiej metamorfozie Pani marzy? Jaki mebel chętnie wpadłby w Pani ręce?

O jakim meblu marzę?

Właściwie to chciałabym stworzyć jakąś stylizację na meblu, skonstruowanym od A do Z przez Hokus Pokus Home. Mogłabym wtedy idealnie dopasować formę i styl mebla do jego finalnej stylizacji. To kolejny punkt na mapie mojego zawodowego rozwoju.

W tej chwili powstaje Pani pracownia. Troszkę czasu czekała Pani na swoje miejsce?

Tak! Spełnia się właśnie jedno z moich marzeń. Pracownia była nam też po prostu potrzebna, bo malowanie w 10m2 pokoju gościnnym w domu, jest dość uciążliwe i dla mnie i dla domowników i dla gości.

Teraz mam 24 m2 pięknie urządzonej przestrzeni, w której mam nadzieję metamorfozy będą powstawać szybciej.

W takim razie życzę wspaniałej, twórczej pracy oraz dalszego rozwoju

Dziękuję za rozmowę