ELŻBIETA TOMALA – NOCUŃ W ROZMOWIE O MUZYCE I PRACY NAD „LES MISÉRABLES”

Elżbieta Tomala – Nocuń. Absolwentka Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczów w Łodzi i Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu. O roku 2011 związana z Teatrem Muzycznym w Łodzi. Ostatnio dyryguje orkiestrą w przepięknym musicalu „Les Misérables”, granym w Łodzi. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Widziałam „Les Misérables” w Teatrze Muzycznym w Łodzi i muszę przyznać, że byłam zachwycona.  Gratuluję serdecznie, bo spodziewam się, iż wymagało to ogromnej pracy. Proszę powiedzieć, jak wyglądała praca nad musicalem? Ile czasu potrzeba, by osiągnąć takie mistrzostwo?

Praca przy takiej produkcji jest podzielona na fazy: faza realizatorska, podczas której osoby odpowiedzialne na różne sfery (w tym reżyseria, muzyka, scenografia, kostiumy, światło itp.) dokonują szczegółowego omówienia dzieła. Po takim spotkaniu każdy z realizatorów podejmuje się swojej pracy. Trzeba by długo opowiadać (o tym jest moja praca doktorska, tzn. jak wygląda realizacja inscenizacji)

Dziękuję za docenienie mojego wkładu, pomimo iż nie był zbyt ogromny, jednak nie ukrywam ilość prób i moje zaangażowanie w produkcję było ogromne ze względu na słabość do Victora Hugo.

Jak się Pani przygotowywała do roli dyrygenta w „Les Misérables”? Ile czasu zajęła praca z orkiestrą, a jak wyglądała Pani praca samodzielna z partyturą? Co z Pani perspektywy było najtrudniejsze?

Nie miałam prób z orkiestrą (poza jedną przed swoim spektaklem….) Partytury musiałam uczyć się w przeciągu zaledwie kilku dni. A najtrudniejsze? Właściwe przekazanie emocji… To jest trudne. Można próbować kreować takie stany jak radość, żal, smutek, ale kiedy nie jest to prawdziwe, to mija się z celem.

Jak Pani sądzi co wpływa na tak ogromny sukces tego musicalu i to już od wielu, wielu lat?

Wyjątkowa i cały czas aktualna tematyka. Kto jest Nędznikiem? Każdy, kto nie zazna prawdziwej miłości, dobroci, przyjaźni… Nie zawsze chodzi o sferę materialną.

Jak Polska publiczność przyjęła Państwa adaptację?

Myślę, że niezwykle entuzjastycznie. Do tej pory musical zobaczyło 31 tys. Widzów, a o bilety jest niezwykle ciężko J

Przeważnie, gdy myśli się o pracy dyrygenta widzi się przed oczami osobę, która tylko stoi i porusza batutą. Ale jak naprawdę to wygląda? Na czym polega Pani praca?

Jestem jak reżyser: muszę zainspirować, poukładać, rozłożyć na tzw. „części pierwsze”, skleić, przekazać informacje, emocje za pomocą gestykulacji, mimiki twarzy. Dyrygować to prowadzić, właściwie odczytać zapis partyturowy i doprowadzić do koncertu, czy też spektaklu operetkowego, operowego.

Może porozmawiajmy o początkach. Kiedy rozpoczęła się Pani spotkanie z muzyką? Kiedy pasja zamieniła się w poważne plany zawodowe, a wreszcie wspaniałą pracę?

Rodzice posłali mnie do Szkoły Muzycznej I st im. H. Wieniawskiego w Łodzi. Naukę rozpoczęłam w klasie skrzypiec. Nie ukrywam, że był to trudny czas. Ciężko było mnie przekonać, że praca jest ważna. Drugi stopień kończyłam na gitarze.

Studia podjęłam na kierunku Edukacji Muzycznej, gdzie jednym z wiodących przedmiotów jest dyrygowanie. W trakcie studiów zostałam wysłana przez uczelnię w ramach wymiany studenckiej Erasmus-Sokrates na trzy miesiące do Szwecji. To był prawdziwy przełom w moim życiu; dyrygowanie stało się nie tylko pasją, ale i życiem.

Po ukończonej edukacji w łódzkiej uczelni rozpoczęłam studia we Wrocławskiej Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego na kierunku Dyrygentura symfoniczno-operowa. Wiedziałam, że to był właściwy kierunek drogi życiowej.

Występowała Pani na dekach nie tylko polskich Teatrów i Oper, ale i europejskich. Czy dla dyrygenta ma znaczenie to, gdzie występuję? Czy miasto, publiczność, atmosfera wpływają na jego pracę?

Ważne jest, aby ludzie zapamiętali nas jak najlepiej. Nowe miejsce, nowi ludzie… Wszystko ma wpływ na pewność siebie. A wiadomo, że zależy nam na tym, żeby móc wrócić.

Który występ wspomina Pani szczególnie?

Francja. Niort. Szereg koncertów z Wrocławską Orkiestrą Młodzieżową. Fantastyczne dwa tygodnie.

Gdzie chciałaby Pani wystąpić i z jaką orkiestrą zagrać?

Moje marzenia są niezwykle rozległe. Jak uda się zrealizować plan, to poinformuję

Jakiej muzyki w domu, samochodzie, na wakacjach słucha dyrygent?

Ja nigdy nie odpoczywam od „pracy” Słucham tego wszystkiego czym się zajmuję na co dzień. Ostatnio założyłam Big Band Teatru Muzycznego w Łodzi  i moje spectrum zdecydowanie się zwiększyło.

Proszę powiedzieć, bo zawsze byłam ciekawa chyba jak większość, jak to jest z tą batutą? Czy ma Pani jakieś ulubione? Jak je się wybiera, na co zwraca Pani uwagę?

Batuta musi być tak długa jak ręka od łokcia po palce. Lubię ciężkie batuty. Wszystko zależy z jakiego materiału jest zrobiona.

 Ma Pani bardzo bogate życie zawodowe. Pracuje Pani w Teatrze Muzycznym w Łodzi, Wykłada na Akademii Muzycznej, pracuje nad doktoratem, prowadzi Chór W Archikatedrze. Które z tych zajęć daje Pani najwięcej radości i wolności twórczej?

Każda praca daje niezwykle wiele satysfakcji i uczy pokory . Jest to cecha niezwykle istotna w zawodzie dyrygenta. Ważna jest determinacja; nie na zasadzie „po trupach do celu”, chociaż takich osób nie brakuje niestety. Ważne jest, aby dążyć do realizacji własnych marzeń.

Jest Pani laureatką przyznanej w 2017 roku nagrody Prezydenta Miasta Łodzi za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury.  Jakie marzenia zawodowe Pani ma? Czego mogłabym Pani życzyć?

Wytrwałości i pracowitości. Czasami odpoczynek też by się przydał.

W takim razie życzę wytrwałości w realizowaniu pasji. Bardzo dziękuję za rozmowę