CORDES – SUR – CIEL Z CYKLU „NA ZACHODZIE TEŻ JEST POŁUDNIE”

Gdy już znajdziecie się w okolicach Albi http://franceandstyle.pl/na-zachodzie-tez-jest-poludnie-albi/ to koniecznie musicie zajechać do Cordes-sur-Ciel. Niezwykle urocze, średniowieczne „miasto wznoszące się do ataku nieba”, znajduje się zaledwie 25 kilometrów na północny zachód od miejsce urodzin Toulouse – Lautreca.

Jego początki sięgają 1222 roku, kiedy zostało założone na wzniesieniu skalnym przez hrabiego Tuluzy Rajmunda VII-ego. Najlepiej zostawić samochód na samym dole, choć można znaleźć kilka nielicznych małych miejsc parkingowych w dolnych częściach obwarowań. Tutejsi mawiają jednak, że na Cordes trzeba sobie zasłużyć i coś w tym jest. Marszruta pod górę, po kocich łbach, wymaga dobrych butów i głębokiego oddechu, ale warto! Nie trzeba się spieszyć, tutaj droga jest celem. Od samego początku bowiem architektura oraz widoki są godne uwagi na każdym kroku, na każdym zakręcie.

Nie bez powodu Cordes zostało wybrane w 2014 roku w dorocznym konkursie ogólnokrajowym, na „ulubioną wioskę Francuzów”. Dajcie się przenieść w czasie, zagubcie się w wąskich brukowanych uliczkach, ukrytych wśród kwiatów przejściach, kamiennych bramach, gotyckich fasadach, ogrodach tarasowych i butikach rękodzielników…

Radzę przyjechać poza sezonem turystycznym – unikniecie upału, który nie jest najprzyjemniejszy przy wspinaczce, a także tłumów, które mogą nieco popsuć historyczną atmosferę.

Pierwszy raz byłam tu na początku kwietnia, rankiem. Jeśli trafi się na poranne (lub wieczorne) mgły, widok na Cordes z daleka jest oszałamiający – miasto unosi się nad chmurami, jak fatamorgana. Podchodząc do serca miasta, rozglądajcie się bacznie, aby nie stracić żadnego z cennych detali, odwracajcie się często, aby podziwiać krajobraz wokół. Tutaj każde drzwi, każdy kamień, każdy szyld… i każdy kot ma swoją historię do opowiedzenia. Kotów w Cordes jest zatrzęsienie. Stanowią nieodzowną część pejzażu miasteczka, jak glicynie i kocie łby. Wspominałam o butikach i trzeba przyznać, że artyści i rzemieślnicy są tutaj dobierani ze starannością – jakość, autentyczność przede wszystkim. Nie zobaczycie kiczowatych pamiątek czy tanich bibelotów. Szyldy sklepów są zaprojektowane zgodnie z epoką i architekturą, wpisując się naturalnie w średniowieczną przestrzeń miejską. Mnie najbardziej przypadła do gustu pracownia zegarmistrza – na placu Horloge (Zegara), istniejąca od 1979 roku. Jeśli potraficie się porozumieć po francusku, pan Patrick opowie Wam z pasją o swojej miłości do zegarów, nie szczędząc swego… czasu. Jeśli nie – nie szkodzi, można nacieszyć oczy: stare zegary, ale i zupełnie nowoczesne, łączące tradycyjne mechanizmy ze współczesnym designem.

Kiedy już w końcu dotrzecie zmęczeni na głównym plac, zobaczycie halę – kryty plac targowy. Sześciokątne kolumny podtrzymują drewnianą więźbę dachowa, pokrytą glinianymi dachówkami. Konstrukcja powstała w 1276 roku. Można tu dziś odpocząć przy jednym z kawiarnianych stolików i powdychać głęboko średniowieczny klimat.

Rozejrzyjcie się dobrze wkoło placu. Zauważycie kamienicę inną niż wszystkie – nie przez jej architekturę, lecz przez zagospodarowanie. W ciepłe dni wszystkie okna i drzwi są otwarte, widać przez nie dziwne rzeźby, zdjęcia… Na początku trochę nie wiadomo: wejść, poczekać na biletowego, może lepiej dać sobie spokój… Absolutnie wejść i na nic nie czekać, bo ten dom jest przygodą nie do pominięcia! Budynek należy do ekscentrycznego podróżnika – rzeźbiarza, który przeobraził go na dom-muzeum hinduskiej świętej Ma Ananda Moyi, którą zafascynował się podczas swoich eskapad. Zwiedza się go absolutnie samemu, nie ma żadnych przewodników, biletów, nie ma nikogo… To miejsce otwarte dla wszystkich. Odkrywamy fascynujący świat, pełen przedziwnych rzeźb cedrowych, zbieraniny mebli, fotografii świętej, tekstów, książek. Wszystko w labiryncie korytarzy, schodów, amfilad pokoi, balkoników… Ciekawe przeżycie i bardzo zaskakujące w centrum średniowiecznego miasta warownego.

Jeśli macie jeszcze troszkę czasu, to warto wyjeżdżając z Cordes, powłóczyć się po okolicy i poobserwować miasto z różnych stron. Przy odrobinie szczęścia – znaleźć XIV-wieczny Most Osłów w miejscowości Les Cabannes (budy, biedne budynki mieszkalne).

Ja odkryłam go przez przypadek, szukając miejsca na piknik, i zauroczył mnie całkowicie. To magiczny zakątek, zagubiony wśród natury. Można tu napotkać magicznego staruszka z psem, który snuje dziwne opowieści z przeszłości (staruszek, nie pies – bez przesady z tą magią). Można przysiąść na kamiennym murku, można pospacerować, można poleżeć… Takie oderwanie od rzeczywistości przed powrotem do zgiełku tego świata…

Agnieszka Targowska

 

Zdjęcia Agnieszka Targowska